mardo
16-09-09, 21:34
Ciekawe słowa na łamach "Dziennika Gazeta Prawna" wypowiedział De Zeeuw:
- Niektórzy piłkarze przestali mieć w pewnym momencie te same ambicje co Leo - mówi de Zeeuw. Czy to znaczy, że nie chcieli jechać na mundial? - Niestety, ale wszystko na to wskazuje. Ich postawa podczas meczu ze Słowenią, a także przed nim, jest tego najlepszym dowodem.
De Zeeuw przyznaje, że słyszał o imprezach zorganizowanych przez piłkarzy po meczu z Irlandią Północną a także w Mariborze, tuż przed spotkaniem ze Słowenią. - Wiem, że piłkarze poprosili Beenhakkera o możliwość wyjścia na dyskotekę, Leo odmówił. Tłumaczył im mniej więcej tak: a co powiecie im mniej więcej tak: a co powiecie po latach swoim dzieciom i wnukom? Że nie pojechaliście na mundial do Afryki, bo musieliście iść do dyskoteki? Zrozumcie, walczycie o życie. Niestety, nie do wszystkich to dotarło - opowiada menadżer kadry.
- Kiedyś, gdy w kadrze był jeszcze asystent Bobo Kaczmarek, dziwiłem się, że śpi z otwartymi drzwiami w pokoju i mnie też radził czuwać przed windą. Dziwiłem się, że niektórym nie ufa i jest dla nich wręcz opryskliwy. Teraz wiem dlaczego. Miał rację. Tych ludzi nie da się traktować poważnie - mówi "Dziennikowi" De Zeeuw.
Zdaniem Holendra działacze PZPN już po meczu z Irlandią Północną przekazali piłkarzom, że Leo Beenhakker będzie zwolniony. - Morale zespołu siadło, zresztą wielu graczom zwyczajnie już się nie chciało. Tak naprawdę z kadry nie mają dużych pieniędzy, a to dla wielu jest najważniejsze. Pierwszy sygnał, że piłkarzom się zwyczajnie nie chce, odebraliśmy już przed zgrupowaniem w RPA w czerwcu. Dziesięciu zawodników podstawowego składu odmówiło wyjazdu, zasłaniając się różnymi sprawami. A przecież to był oficjalny termin UEFA i wszyscy mogli jechać. Namawiałem wtedy Leo, żeby zrezygnował, ale ten miał w głowie tylko mundial i wierzył, że jednak się tam dostaniemy.
De Zeeuw opowiedział także o skandalicznym zachowaniu działaczy PZPN wobec piłkarzy i trenera Beenhakkera. - Nie może być tak, że drużyna wybiega na rozgrzewkę, wraca do szatni, a tam jak zwykle bardzo zmęczony pan Olkowicz w towarzystwie pana Bugdoła i Laty. I coś mówią do zawodników, że Leo cieszy się zaufaniem zarządu. Nie może być tak, że pan Placzyński, który jest w PZPN najważniejszy, na lotnisku w obecności dziennikarzy atakuje Jacka Krzynówka. Nie jest normalne, że pan działacz Greń zaprasza do hotelu kadry w Bydgoszczy znajomych, którzy plują na nas i głoszą, że ja z Leo handlujemy piłkarzami - wyżala się "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Jan de Zeeuw.
Wygląda na to, że coś w tym jest... :mad:
- Niektórzy piłkarze przestali mieć w pewnym momencie te same ambicje co Leo - mówi de Zeeuw. Czy to znaczy, że nie chcieli jechać na mundial? - Niestety, ale wszystko na to wskazuje. Ich postawa podczas meczu ze Słowenią, a także przed nim, jest tego najlepszym dowodem.
De Zeeuw przyznaje, że słyszał o imprezach zorganizowanych przez piłkarzy po meczu z Irlandią Północną a także w Mariborze, tuż przed spotkaniem ze Słowenią. - Wiem, że piłkarze poprosili Beenhakkera o możliwość wyjścia na dyskotekę, Leo odmówił. Tłumaczył im mniej więcej tak: a co powiecie im mniej więcej tak: a co powiecie po latach swoim dzieciom i wnukom? Że nie pojechaliście na mundial do Afryki, bo musieliście iść do dyskoteki? Zrozumcie, walczycie o życie. Niestety, nie do wszystkich to dotarło - opowiada menadżer kadry.
- Kiedyś, gdy w kadrze był jeszcze asystent Bobo Kaczmarek, dziwiłem się, że śpi z otwartymi drzwiami w pokoju i mnie też radził czuwać przed windą. Dziwiłem się, że niektórym nie ufa i jest dla nich wręcz opryskliwy. Teraz wiem dlaczego. Miał rację. Tych ludzi nie da się traktować poważnie - mówi "Dziennikowi" De Zeeuw.
Zdaniem Holendra działacze PZPN już po meczu z Irlandią Północną przekazali piłkarzom, że Leo Beenhakker będzie zwolniony. - Morale zespołu siadło, zresztą wielu graczom zwyczajnie już się nie chciało. Tak naprawdę z kadry nie mają dużych pieniędzy, a to dla wielu jest najważniejsze. Pierwszy sygnał, że piłkarzom się zwyczajnie nie chce, odebraliśmy już przed zgrupowaniem w RPA w czerwcu. Dziesięciu zawodników podstawowego składu odmówiło wyjazdu, zasłaniając się różnymi sprawami. A przecież to był oficjalny termin UEFA i wszyscy mogli jechać. Namawiałem wtedy Leo, żeby zrezygnował, ale ten miał w głowie tylko mundial i wierzył, że jednak się tam dostaniemy.
De Zeeuw opowiedział także o skandalicznym zachowaniu działaczy PZPN wobec piłkarzy i trenera Beenhakkera. - Nie może być tak, że drużyna wybiega na rozgrzewkę, wraca do szatni, a tam jak zwykle bardzo zmęczony pan Olkowicz w towarzystwie pana Bugdoła i Laty. I coś mówią do zawodników, że Leo cieszy się zaufaniem zarządu. Nie może być tak, że pan Placzyński, który jest w PZPN najważniejszy, na lotnisku w obecności dziennikarzy atakuje Jacka Krzynówka. Nie jest normalne, że pan działacz Greń zaprasza do hotelu kadry w Bydgoszczy znajomych, którzy plują na nas i głoszą, że ja z Leo handlujemy piłkarzami - wyżala się "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Jan de Zeeuw.
Wygląda na to, że coś w tym jest... :mad: