Admin
11-09-09, 14:58
Stara obudziła mnie o dwunastej. Wkurwiłem się, bo miała przykazane, żeby śniadanie było na pierwszą. "Ale Misiu, Siwy dzwoni". Aaa, Siwy to co innego. Przynajmniej to zakumała. Zlazłem z koja i lezę. Siwy, mądrala, skroił wczoraj komórę i chwali się komu popadnie. Do mnie, że niby nie wie gdzie zebranie. "Pod klatką" - tłumaczę debilowi. Stary jak usłyszał resztę, to wyjrzał zza telewizora. Że klnę. Heh, a sam to niby wierszem gada. Matka krzątała się przy jedzeniu. "Umyj ręce, Misiu." "A po kij? Mleko jest?" "Nie, ale zaraz przyniosę."
Mleko to mój patent. Leon Zawodowiec to był gość. Jak to obejrzałem, codziennie wpierdalam litr mleka. No i ser. Na siłowni trener kazał. Gorzej, że nie mam na odżywki. Kasę starzy chowają, mówią że drogi jestem. No, sorki, widziały gały co działały, nie? Teraz za późno, trzeba bulić na synusia, jak to mówi wujek z Rembertowa.
"Daj na bilet" "Znowu? Ciągle tylko daj i daj. Ostatnio zgubiłeś bluzę" Wieeelka mi strata. Psy mnie szarpały, to im oddałem. Stary pyta, z kim mecz. "Ze skisłą" "A z Górnikiem już grali?" "Grali, ojciec, ale przejebali" "Z Górnikiem, to były kiedyś mecze" - stary się rozmarza. Spryciarz cichociemny kibicuje Górnikowi. "Hanysy zlatują" - śmieję się i wychodzę. "Misiu, a mleko, mycie, o której będziesz?" Dobra, dobra, nie świruj matka. Będę, kiedy wrócę.
Zbieramy się pod klatką, a potem do piekiełka. Jest Siwy, Lechu i Autobus. Ten nami rządzi bo był w TV. Ja mam ksywę Misiek. Przez matkę. Raz przyszli do mnie kole, a ta do mnie Misiek i Misiek. I tak, kurwa, zostało. Czasami ktoś mnie maca bez sensu, czy mam kuzyna w Krakowie. W Krakowie to ja byłem na wycieczce. Siwy mnie zmartwił, bo oglądał festiwal w Opolu i dowiedział się, że Daniec to skiślak. Nie mogę uwierzyć. A to bura suka.
Wsiadamy w 520 i zaraz jesteśmy pod stadionem. Jest wcześnie, psy się jeszcze nie zjechały. Siwy domyśla się, że żrę obiad. Wie, bo sam chce tam kiedyś służyć. Blisko, a i meczyki miałby za darmo. Heh, może się kiedyś spotkamy. My będziemy podpalać, a on gasić. Poganiamy jak za dawnych czasów między blokami.
Zaczęli wpuszczać, ale idziemy nad kanałek. Skisła ma tędy wchodzić. Idą. Podnieceni, jak konie po stosunku. Patrzą na siebie i się liczą. Samych ich chyba zdziwko chapło, jak zobaczyli, że ich tylu.
Dobra, wchodzimy na sektor. Nasze leszcze już się rozgrzewają. "Jebać Szczęsnego i całą rooodzinę jego" � Siwy intonuje. Ktoś mu krzyczy, że ten w bramce to nie Szczęsny. A niby kto? - Siwy się wykłóca, ale racji chyba nie ma.
Pierwsza połowa. Ludzi mało. Doszły dwie flagi, ale jakoś nudno. I od początku w plecy, bo Muraś dopiero po 15 minutach zajarzył, że toczy się gra. Poza tym nic się nie dzieje. Siwy ziewa, Autobus rzuca, że może przeniesiemy się bliżej Wisły. Po co? Psy, bariery. No i cicho zdechlaki siedzą.
Druga połowa. Siwy wkurwiony, bo głodny, a kasy nie ma na kiełbaskę. Chce sprzedać komórę, ale żaden nie chce. Tamci wrzucają drugą bramę. Nasi miotają się jak ćwoki. Kaszana i tyle. Autobus gdzieś zniknął. Jest. Bliżej płotu. Kurde, rzuca czymś w sędziego. Schodzimy do niego. Najpierw mały kamyczek, potem większy. Czarna menda niby się nie ogląda, ale widać że się boi. No to Siwy go większym ciach po szyi. Ten aż podskoczył i woła głównego. A główny idiota przerywa mecz i coś radzi.
No to my szale na łeb i hajda do skiślaków. Za nami inni. Wreszcie się dzieje. Psy na dole, więc za krzesełka i do boju. Kurde, a mówili, że nie można ruszyć. Jest bitwa. Co prawda, jeszcze nie ma wroga, ale jest gites. Ktoś podpala szmatę Wisły. Za chwilę jara się pół sektora. Psy się budzą i idą do nas. Wreszcie się dzieje ...
Nawet nie skumałem, kiedy mecz się skończył. Żyletka pustoszeje, więc trzeba się zmywać. Siwy gdzieś klapnął, podarł spodnie, ale ogólnie zadowolony. Autobus też promienieje. Mi się chce pić, ale dobrze jest. Przemykamy koło bramy. Śmiejemy się, bo psy obłapiają jakichś leszczy. Jak zwykle nie tych co trzeba. Siwy się śmieje bo też już wie: "Sztuka jest sztuka, nieee?" - i szczerzy krzywe zęby.
W domu matka zła, ale jeść da. "Ojciec, było coś w telewizji? Kopsnij TVN" "Eeee tam, podali wynik. Kto strzelił dla Legii?"
"Jak to? A KTOŚ STRZELIŁ???"
Mleko to mój patent. Leon Zawodowiec to był gość. Jak to obejrzałem, codziennie wpierdalam litr mleka. No i ser. Na siłowni trener kazał. Gorzej, że nie mam na odżywki. Kasę starzy chowają, mówią że drogi jestem. No, sorki, widziały gały co działały, nie? Teraz za późno, trzeba bulić na synusia, jak to mówi wujek z Rembertowa.
"Daj na bilet" "Znowu? Ciągle tylko daj i daj. Ostatnio zgubiłeś bluzę" Wieeelka mi strata. Psy mnie szarpały, to im oddałem. Stary pyta, z kim mecz. "Ze skisłą" "A z Górnikiem już grali?" "Grali, ojciec, ale przejebali" "Z Górnikiem, to były kiedyś mecze" - stary się rozmarza. Spryciarz cichociemny kibicuje Górnikowi. "Hanysy zlatują" - śmieję się i wychodzę. "Misiu, a mleko, mycie, o której będziesz?" Dobra, dobra, nie świruj matka. Będę, kiedy wrócę.
Zbieramy się pod klatką, a potem do piekiełka. Jest Siwy, Lechu i Autobus. Ten nami rządzi bo był w TV. Ja mam ksywę Misiek. Przez matkę. Raz przyszli do mnie kole, a ta do mnie Misiek i Misiek. I tak, kurwa, zostało. Czasami ktoś mnie maca bez sensu, czy mam kuzyna w Krakowie. W Krakowie to ja byłem na wycieczce. Siwy mnie zmartwił, bo oglądał festiwal w Opolu i dowiedział się, że Daniec to skiślak. Nie mogę uwierzyć. A to bura suka.
Wsiadamy w 520 i zaraz jesteśmy pod stadionem. Jest wcześnie, psy się jeszcze nie zjechały. Siwy domyśla się, że żrę obiad. Wie, bo sam chce tam kiedyś służyć. Blisko, a i meczyki miałby za darmo. Heh, może się kiedyś spotkamy. My będziemy podpalać, a on gasić. Poganiamy jak za dawnych czasów między blokami.
Zaczęli wpuszczać, ale idziemy nad kanałek. Skisła ma tędy wchodzić. Idą. Podnieceni, jak konie po stosunku. Patrzą na siebie i się liczą. Samych ich chyba zdziwko chapło, jak zobaczyli, że ich tylu.
Dobra, wchodzimy na sektor. Nasze leszcze już się rozgrzewają. "Jebać Szczęsnego i całą rooodzinę jego" � Siwy intonuje. Ktoś mu krzyczy, że ten w bramce to nie Szczęsny. A niby kto? - Siwy się wykłóca, ale racji chyba nie ma.
Pierwsza połowa. Ludzi mało. Doszły dwie flagi, ale jakoś nudno. I od początku w plecy, bo Muraś dopiero po 15 minutach zajarzył, że toczy się gra. Poza tym nic się nie dzieje. Siwy ziewa, Autobus rzuca, że może przeniesiemy się bliżej Wisły. Po co? Psy, bariery. No i cicho zdechlaki siedzą.
Druga połowa. Siwy wkurwiony, bo głodny, a kasy nie ma na kiełbaskę. Chce sprzedać komórę, ale żaden nie chce. Tamci wrzucają drugą bramę. Nasi miotają się jak ćwoki. Kaszana i tyle. Autobus gdzieś zniknął. Jest. Bliżej płotu. Kurde, rzuca czymś w sędziego. Schodzimy do niego. Najpierw mały kamyczek, potem większy. Czarna menda niby się nie ogląda, ale widać że się boi. No to Siwy go większym ciach po szyi. Ten aż podskoczył i woła głównego. A główny idiota przerywa mecz i coś radzi.
No to my szale na łeb i hajda do skiślaków. Za nami inni. Wreszcie się dzieje. Psy na dole, więc za krzesełka i do boju. Kurde, a mówili, że nie można ruszyć. Jest bitwa. Co prawda, jeszcze nie ma wroga, ale jest gites. Ktoś podpala szmatę Wisły. Za chwilę jara się pół sektora. Psy się budzą i idą do nas. Wreszcie się dzieje ...
Nawet nie skumałem, kiedy mecz się skończył. Żyletka pustoszeje, więc trzeba się zmywać. Siwy gdzieś klapnął, podarł spodnie, ale ogólnie zadowolony. Autobus też promienieje. Mi się chce pić, ale dobrze jest. Przemykamy koło bramy. Śmiejemy się, bo psy obłapiają jakichś leszczy. Jak zwykle nie tych co trzeba. Siwy się śmieje bo też już wie: "Sztuka jest sztuka, nieee?" - i szczerzy krzywe zęby.
W domu matka zła, ale jeść da. "Ojciec, było coś w telewizji? Kopsnij TVN" "Eeee tam, podali wynik. Kto strzelił dla Legii?"
"Jak to? A KTOŚ STRZELIŁ???"