PDA

Zobacz pełną wersję : Co sobie piłkarz myśli w Olsztynie? [marmar] - 06.05.2001r.


Admin
11-09-09, 14:27
Co sobie myli piłkarz Legii przegrywając w Stomilu?
IMO nie jest to takie skomplikowane.

Scenariusz I:

Miejsce akcji: Łazienkowska, Łódź, Szczecin, Kraków, czasami Katowice, Chorzów, Wronki (tam gdzie zapalą światła, albo tam gdzie gra lider, albo wróg dozgonny)

Od kilku lat jesteś piłkarzem Legii. Jesteś gość. Jesteś gwiazda. Na każdym treningu patrzy na ciebie kilkadziesiąt osób, kilku dziennikarzy podtyka magnetofon, chcą wiedzieć czy kolano nie boli, czy żona nie nakrzyczała, co z dziećmi. Na meczu tłum ludzi. Zdobadz bramkę, to skoczą za tobą w ogień. Atmosfera, o jakiej marzyłes zaczynając grać gdzieś w Dębicy, Gdańsku, Zielonej Górze. A już, kurde, meczyk przy światłach, to jest to. Kameeeery, jupiteeeery, flaaaagi, propooooorce, sztuczne oooognie, na trybunie Engel, Boniek, wszyscy święci. Aż chce się zapierdalać. A jak są "menadżerzy"? Oooo, ... Zapominasz wtedy o wczorajszym spotkaniu z dealerem Hondy, albo o jutrzejszej imprezce w "niepotrzebne skreślić". Walczysz, bo wiesz że bierzesz udział w widowisku, czujesz adrenalinę, czujesz że żyjesz ... Barcelona, Real, Schalke ...

Scenariusz II

Miejsce akcji: np. Radzionków, Olsztyn, Grodzisk, Zabrze (bez świateł, bez fleszy, kopanina z frajerami) itp.

Dzień pierwszy
Jest piątek. Piękna pogoda. Wstajesz wkurwiony wcześniej niż zwykle bo o 12 zbiórka przy autokarze. Bierzesz karty, żegnasz kobietę, wciskasz słuchawki na uszy, wsiadasz w auto i jedziesz do klubu. I myślisz sobie: "kurwa, za jakie grzechy?". W autokarze te same mordy od lat. Tylko człowiek na przednim siedzeniu od czasu do czasu się zmienia. Wtedy jest najgorzej. Czasami przyjdzie jakiś ćwok i sadza cię na ławce. A czasami przyjdzie równiacha i masz plac, zarabiasz. No więc jedziesz, powiedzmy do takiego Olsztyna. Też stolica, ale Warmii i Mazur. Wyprzedzaja cię fajne bryki. Ludzie jadą nad jeziora. A ty znowu w stresie: "kurwa, ale im dobrze". Po trzech godzinach autokar wjeżdża na nocleg, powiedzmy do ośrodka w Mierkach. Byłeś tam już rok temu. Jasne, meczyk do tyłu, ale komu się wtedy chciało biegać. Uśmiechasz się na wspomnienie Czarusia zasuwającego jak motorek w koszulce Stomilu. Jesteś w ośrodku (rządowym, a co), jutro mecz, a ty nie masz nic do roboty. Tu jeziorko, tam drzewko, z ludzi ta sama portierka co przed rokiem. Idziesz spać, bo z żalu nie chce ci się nawet napić piwa. Zasypiasz z myślą, że inni to mają lepiej. Taki Figo, nawet taki Tomek Hajto. Kiedyś robiłeś mu siaty na każdym meczu, a teraz gdzie ty a gdzie on? Och, życie ...

Dzień drugi
Budzą cię o jakiejś nieludzkiej godzinie. Gonią na śniadanie jak przedszkolaka. Trener coś do ciebie mówi, ale ludzki język to to nie jest. Na szczęście rozumiesz, że wychodzisz w pierwszym składzie. Czas, myślisz sobie, nie jest do końca stracony. Zostało kilka godzin do meczu. Chwytasz dzisiejszy "Przegląd Sportowy". Uśmiechasz się czytając, że Legia motywuje gieksę. Kurwa, myślisz sobie, po co tak rozrzucać pieniądze. Jakie szanse? Jakie punkty? Kto to widział, żeby odrobić sześć punktów w siedmiu meczach? Tego nawet nie ma w bajkach dla dzieci, o które potykasz się w domu szukając pilota. Wsiadasz do autokaru, jedziesz na mecz. A mecz o 15, czyli rano. I to już zła wróżba. Kto to widział grać o tej porze? Co za wieśniaki! Jeszcze ci faki pokazują na światłach. Niewdzięcznicy, przecież dzięki nam macie jeden raz w roku igrzyska! Jedźmy już stąd, myślisz sobie. Stadion ("kurwa, to ma być stadion?"), na trybunach ławki zamiast krzesełek, no i ta murawa, rżysko to znaczy. Patrzysz za bramkę. 400 ludzi w znajomych barwach ("debile, nie mają chyba co robić?" - myślisz intensywnie). Na reszcie trybun ludzi całkiem dużo. Nie ma dopingu, do jakiego jesteś przyzwyczajony, ale za to możesz usłyszeć każde przekleństwo rzucone w twoim kierunku. Pięć minut meczu mija, myślisz sobie "strzelimy wreszcie, czy nie strzelimy?", a za moment drzesz się do sędziego "kurwa, faul". Idzie kontra, bramka ... dla nich. No to ładnie, znowu ten baran nie przeciął. Jeeeezu, znowu będą się czepiać. Trzeba się brać. "Rany, jak oni zasuwają". Dziwisz się, bo tyle razy po każdej kolejce włączałeś C+ i nigdy byś się tego po nich nie spodziewał. Coraz mniej minut do końca. Zaczynasz się poważnie denerwować. "Kurwa, z takimi frajerami przejebać". Koniec meczu. Aż nie chce ci się kupować rano "przeglądu" ...